Tym razem był to spontan i padło na Wisłę. Mało planowane wyprawy mają w sobie coś wyjątkowego, zwłaszcza gdy cel różni się od naszych typowych górskich kierunków – Tatr czy Bieszczad. Wisła, ukryta w sercu Beskidu Śląskiego, to nie tylko miejsce związane z Adamem Małyszem i sportami zimowymi, ale także idealny punkt na letnie odkrycia.
Zależało nam na miejscu z dala od tłumów, gdzie przyroda i spokój pozwolą naprawdę odpocząć. Wisła latem to piesze szlaki, malownicze widoki i atrakcje turystyczne w otoczeniu mniej zaludnionych tras. Co więcej, takie wypady, jak wcześniejszy na Mazury, pokazały nam, że poza sezonem turystycznym magia miejsc działa jeszcze silniej.
Dotarliśmy późnym wieczorem i zameldowaliśmy się w Willi Jerzykówka. Loftowy wystrój pokoi od razu przypadł nam do gustu, podobnie jak dodatkowe atrakcje: bilard, tenis stołowy i rzutki. Dla aktywnych czekały także rowery górskie, idealne na odkrywanie okolicy.
Rano, po solidnym śniadaniu, ruszyliśmy w kierunku Dolin Białej Wisełki. Droga prowadziła przez malowniczą Pętlę Cieńkowską, pełną ostrych zakrętów i zapierających dech widoków. Zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu w Wiśle-Czarne.
- Kaskady Rodła: Naturalne progi wodne, powstałe w wyniku erozji rzecznej, są wizytówką doliny. Ich wysokość wynosi od 0,5 do 5 metrów, a największy wodospad ma aż 9 metrów.
- Dolina dla rodzin: Większość trasy biegnie asfaltową drogą, co czyni ją idealnym wyborem na rodzinne spacery, nawet z dziećmi.
- Ostatni odcinek: Przy końcu należy skręcić na leśną ścieżkę. W deszczowe dni jest tam ślisko, więc warto mieć dobre buty trekkingowe.
Kaskady Rodła to naturalnie ukształtowane progi wodne poprzez erozję rzeczną. Ich wysokość waha się od 0,5 do 5 metrów. W większości trasa biegnie po asfaltowej drodze dlatego miejsce to świetnie nadaje się na niedzielny rodzinny spacer nawet z małymi dziećmi. Na całej trasie obowiązuje zakaz ruchu samochodowego, dlatego w spokoju można podziwiać przyrodę oraz nasłuchiwać szumów małych wodospadów.
Pod koniec trasy należy odbić w prawo i podejść kawałek leśną ścieżką (ok 10 min.). Tam już znajdują się kamienie i błoto. Miejscami jest bardzo ślisko
Ostatni wodospad jest nawiększy (aż 9-metrowy) i zarazem najpiękniejszy w tej dolinie.
Idąc dalej szlakiem niebieskim z tego miejsca można dojść do Baraniej Góry (1220 m n.p.m) – drugiego co do wysokości szczytu Beskidu Śląskiego. Nam jednak tym razem nie było dane dotrzeć na ten szczyt. Pogoda była nie pewna, prognoza zapowiadała za niedługo deszcz. Miny chłopaków, kiedy usłyszeli propozycję dojścia na szczyt były bardzo nie tęgie. Dlatego podjęliśmy decyzję, że jeszcze tutaj wrócimy – ale tego dnia musieliśmy zakończyć naszą górską wycieczkę.
Choć nie dotarliśmy na Baranią Górę (1220 m n.p.m.), zdecydowaliśmy, że wrócimy, by zdobyć ten drugi co do wysokości szczyt Beskidu Śląskiego. Góry wymagają respektu, a prognozy pogody tego dnia jasno wskazywały na nadchodzący deszcz. Bezpieczeństwo przede wszystkim!