I przyszła… piękna, złota, trochę też już wyczekiwana jesień. A dlaczego wyczekiwana? Bo ostatnie dni chłodził nieprzyjemny deszcz, który sprawił, że na tę słoneczną pogodę czekaliśmy z utęsknieniem. Postanowiliśmy wrócić do Magurskiego Parku Narodowego, gdzie czeka na nas zdobycie odznaki terenowej. Dziś wybieramy dwie trasy, które pozwolą nam przybić pieczątki: Diabli Kamień i Wodospad Magurski.
Piesze wędrówki stają się dla mnie coraz większym wyzwaniem, nie tylko z powodu zmieniających się okoliczności, ale także dlatego, że moje ciało zaczęło przypominać mi, jak bardzo zaniedbałam je przez ostatnie 10 lat. Z każdą wędrówką odczuwam to coraz dosadniej. Buntuje się przed długimi wypadami, ale mimo to, nie poddaję się. Wybieram trasy dostosowane do moich możliwości, choć każdy kolejny krok to dla mnie mały triumf.
Ostatnia wyprawa zakończyła się kilkudniowymi problemami zdrowotnymi, więc tym razem wyruszałam z wieloma obawami. Mimo to, motywacja była silniejsza od lęku, i udało się!
CZAS PRZEJŚCIA
2h
DŁUGOŚĆ TRASY
7 km
WYSOKOŚĆ MAX
579 m n.p.m.
Swoją drogę na Diabli Kamień rozpoczęliśmy przy budce / kasie Magurskiego Parku Narodowego. Trasa na Diabli Kamień to około 25-30 minut czarnym szlakiem, więc jest to krótka, ale niezwykle malownicza wędrówka.
Tego dnia pogoda dopisała, a na szlaku spotkaliśmy sporo grzybiarzy. Nas również interesowały grzyby, ale nie te do koszyka. Postanowiliśmy poszukać tych najbardziej kolorowych i nietypowych. Chłopaków poprosiłam o zadanie: „Przede wszystkim szukamy najbardziej kolorowych lub nietypowych grzybów”. Nie planowaliśmy ich zbierać, a jedynie fotografować – to była nasza misja! Pomysł bardzo przypadł im do gustu i każdy z chłopaków co kilka metrów pokazywał mi swoje znalezisko.
I oto co znaleźliśmy:
- Grzyby o intensywnych barwach, od jaskrawych czerwieni po głębokie fioletowe odcienie – każdy z nich wyglądał jak małe dzieło sztuki przyrody.
- Nietypowe kształty, które wykraczały poza nasze oczekiwania. Grzyby, które wyglądały jak małe parasole, pękające kulki czy pozbawione trzonu.
- Rzadkie okazy, które dotąd widzieliśmy tylko na zdjęciach, teraz mieliśmy okazję zobaczyć je na własne oczy.
Każde z tych znalezisk wywołało u nas uśmiech i pełną ekscytacji dyskusję. Jak się okazało, zbieranie grzybów wcale nie było konieczne, by poczuć się jak prawdziwi odkrywcy!
Skąd wzięła się nazwa Diabli Kamień? A może to wcale nie tylko legenda, ale i ślady prawdziwych diabłów? Historia tego miejsca jest pełna tajemnic, które rozbudzają wyobraźnię.
Dawno temu, w okolicach Magurskiego Parku Narodowego, nie było żadnej świątyni, a ludzie pragnęli to zmienić. Postanowili wybudować kościół w Cieklinie. Ciężko pracowali dniami i nocami, aby zrealizować swoje marzenie. Jednak diabły, które władały tymi ziemiami, nie były zadowolone z tego planu – ich panowanie mogło się zakończyć, a one same traciły swoją moc.
Aby temu zapobiec, diabły postanowiły zniszczyć budującą się świątynię. Wybrały najsilniejszego diabła, który miał strącić z góry największy kamień i rzucić go na kościół. Kamień był ogromny, ale diabeł nie odpuszczał. Męczył się, sapiąc i dysząc, a jego trudne zadanie wydawało się bez końca.
Zanim dotarł do celu, w pobliżu Folusza zauważył go szewc. Szybko zrozumiał, że coś jest nie tak, więc przypomniał sobie legendę o tym, że diabelska moc traci swoją siłę, gdy koguty zapiają o świcie. Szewc nie zastanawiał się długo – pobiegł do najbliższego kurnika i dźgnął szydłem wielkiego koguta. Kogut zapiał, a moc diabła zniknęła. Kamień, który niósł, wypadł mu z rąk i stoczył się wprost do lasu.
Po tym wydarzeniu, gdy biskup poświęcił nowo wybudowany kościół, diabły musiały opuścić okolice Folusza, a na pamiątkę po nich w lesie pozostały porozrzucane kamienie. Według legendy, na tych kamieniach można jeszcze znaleźć ślady diabelskich pazurów – to rzekome ślady diabła, który nie dokończył swojego zadania. I tak, na zawsze pozostała nazwa Diabli Kamień, związana z historią pełną magii, tajemnic i odwiecznego starcia między ludźmi a siłami zła.
Trasa otoczona tak niespotykaną historią rzeczywiście jest idealna dla młodych chłopaków! Ich zaciekawienie legendą, które z łatwością wchłonęli, pokazuje, jak potężny wpływ mają takie opowieści na wyobraźnię. Nie dając po sobie poznać żadnych emocji, sprawiali wrażenie, jakby w pełni zanurzyli się w tej tajemniczej atmosferze. To sprawia, że wycieczka staje się nie tylko fizycznym doświadczeniem, ale też prawdziwą podróżą do świata mitów i legend.
Nazwa „Diabli Kamień” świetnie oddaje atmosferę miejsca – jest zarazem tajemnicza, przyciągająca i pełna obietnicy przygody. Z pewnością zachęca do odwiedzenia tego miejsca i odkrycia na własne oczy, jak legendy ożywają wśród gór i lasów. Właśnie takie miejsca, pełne historii, magii i ukrytych znaczeń, przyciągają tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko pięknych widoków.
Racjonalne wyjaśnienie powstania tak potężnych głazów na zboczu góry Kosma w lesie łączy się z długotrwałymi procesami geologicznymi, które miały miejsce miliony lat temu. Gdy teren Beskidu Niskiego był pokryty morzem, na jego dnie gromadziły się osady. Po wycofaniu się morza, na ten obszar zaczęły oddziaływać procesy erozyjne, takie jak padający deszcz, mróz i wiatr. Te naturalne siły powoli kruszyły mniej odporne skały, a na powierzchni wyłaniały się twardsze, bardziej wytrzymałe kamienie.
W wyniku tych procesów powstały „Diabli Kamień” i inne formacje skalne, które zostały ukształtowane przez spękania i szczeliny na powierzchni głazu. Ten fenomen geologiczny jest dowodem na to, jak potężne siły natury przez miliony lat potrafią zmieniać wygląd krajobrazu, tworząc takie imponujące i tajemnicze miejsca jak te w Beskidzie Niskim.
Wasza wędrówka w kierunku Wodospadu Magurskiego była nie tylko okazją do zdobycia odznaki, ale również prawdziwym odpoczynkiem na łonie natury. Piękno jesiennego lasu, promienie słoneczne prześwitujące przez korony drzew, i świeże powietrze dawały prawdziwe ukojenie od codziennego zgiełku. Widać było, że to dla was czas ładowania „akumulatorów” na nadchodzące dni, szczególnie, że każdy z chłopaków miał swój własny sposób na czerpanie radości z wędrówki – młodszy z nich, Leon, z całą pewnością znalazł w waszej obecności niesamowitą motywację do biegania i rozmawiania, podczas gdy Marcel, już wkraczający w młodzieńcze lata, podążał własną drogą.
Dotarcie do wodospadu było wisienką na torcie – ta naturalna formacja, powstała dzięki nieustającej sile wody, była świadectwem mocy przyrody, której efekty potrafią zachwycać i fascynować. Woda, która spada z kilku metrów, w okresach dużych opadów zamienia się w silny strumień, co przyciąga licznych miłośników przyrody i fotografów. Wizyta tam była krótka, ale zdecydowanie warta wysiłku, zwłaszcza po tym, jak z przyjemnością „umytliście” ręce w potoku Kamionka. Po wbiciu pieczątki, ruszyliście w drogę powrotną, zadowoleni z wycieczki, która łączyła pasję, historię, naturę i chwilę odpoczynku.
To naprawdę świetna inicjatywa! Zbieranie pieczątek na szlakach Magurskiego Parku Narodowego to doskonały sposób na motywowanie dzieci do aktywności na świeżym powietrzu, zwłaszcza gdy każda trasa prowadzi do nowych odkryć i pięknych miejsc. Tego typu wyzwanie nie tylko zachęca do odwiedzenia najciekawszych zakątków parku, ale również daje poczucie osiągnięcia, zwłaszcza po zebraniu wszystkich pieczątek i otrzymaniu odznaki. Dla młodszych uczestników to także świetna okazja, by połączyć edukację przyrodniczą z zabawą i rywalizacją, a dla całych rodzin – to doskonały sposób na spędzenie czasu razem w naturze. Na pewno będziecie mieli świetną pamiątkę z tej wędrówki!




